ANDRZEJ GOŁOTA
Andrzej Gołota urodził się i wychował w Warszawie. W wieku 13 lat
rozpoczął uprawianie boksu w stołecznej Legii, dla której zdobył
czterokrotnie tytuł mistrza Polski seniorów w wadze ciężkiej (do 91 kg).
Znakomite warunki fizyczne (194 cm), siła, szybkość i dobre wyszkolenie
techniczne sprawiły, że Gołota zaczął odnosić duże, międzynarodowe sukcesy już
jako junior. W 1985 roku, zdobył srebrny medal na Mistrzostwach
Świata Juniorów. W finale, Polak zmierzył się z Kubańczykiem, Felixem
Savonem, który w drugiej rundzie trafił go bardzo mocnym ciosem i Gołota został
poddany przez trenera, Czesława Ptaka. Pomimo protestów 17 letniego Gołoty,
decyzja ówczesnego trenera kadry juniorów była słuszna i uchroniła
utalentowanego Legionistę przed nokautem. Jak pokazała przyszłość, blisko
dwumetrowy Savon udowodnił destrukcyjną siłę swoich uderzeń wielokrotnie,
zdobywając pięciokrotnie tytuł mistrza świata seniorów i dwukrotnie tytuł
mistrza olimpijskiego.
W 1986 roku, Gołota stanął na najwyższym podium Mistrzostw Europy
Juniorów, a w kolejnym roku wywalczył swój pierwszy tytuł mistrza Polski
seniorów w kategorii ciężkiej. W tym samym roku, wziął też udział w
Mistrzostwach Europy seniorów, ale odpadł w ćwierćfinałach. Podczas Igrzysk
Olimpijskich w Seulu (1988 r.), 20 letni, Gołota wygrał na punkty dwie walki
i był na najlepszej drodze do finału, gdy w pojedynku półfinałowym z
Koreańczykiem, Hyun Man Baikiem doznał rozcięcia łuku brwiowego i musiał
wycofać się z walki, zdobywając ostatecznie brązowy medal. Była to duża
strata polskiego boksu, gdyż pod nieobecność Kubańczyków w Seulu, w tym bardzo
groźnego, Felixa Savona, Gołota miał niewątpliwą szansę walki o złoty medal,
który zdobył Amerykanin, Ray Mercer.
W 1988 roku, trener kadry narodowej, Andrzej Gmitruk oraz trener
klubowy Gołoty, Janusz Gortat zauważyli, że ich podopieczny zmienia się
na niekorzyść. Dotychczas niezwykle pracowity, ambitny i zaangażowany w karierę
bokserską, Gołota zaczął przebywać w podejrzanym towarzystwie. Tak dobrze
zapowiadający się sportowiec wdawał się regularnie w poza ringowe awantury, a
tuż przed olimpiadą w Seulu znana stała się sprawa bójki w warszawskim klubie
Park. Po jej zakończeniu, Gołota oraz pięciu bramkarzy trafiło do szpitala, z
różnego rodzaju obrażeniami.
5 maja tegoż roku, podczas zgrupowania reprezentacji narodowej w Włocławku,
Andrzej Gołota wraz z kolegami z kadry, Robertem Cibą i Zbigniewem Góreckim
wdali się w dwie awantury w lokalnych dyskotekach. Jedna z nich okazała się na
tyle poważna, że sprawa trafiła później do sądu.
W 1989 roku, Gołota zdobył trzeci już tytuł indywidualnego mistrza Polski
w wadze ciężkiej oraz wziął udział w Mistrzostwach Świata, z których nie
przywiózł jednak żadnego medalu. W 1990 roku, po zdobyciu kolejnego
tytułu mistrza Polski w wadze ciężkiej, który jak się okazało był jego ostatnim
tytułem wywalczonym w boksie amatorskim, Gołota został oskarżony przez Sąd
Wojewódzki we Włocławku o rozbój przy użyciu niebezpiecznego narzędzia. 28
grudnia, wydano z nim list gończy, ale do tego czasu Gołota zdążył zdobyć wizę
amerykańską i wyjechał do USA.
Były olimpijczyk zamieszkał w Chicago wraz ze swoją przyszłą żoną, Mariolą, ale
początki jego życia w Ameryce nie należały do łatwych. Nie znający wówczas
angielskiego, Gołota imał się różnych, dorywczych prac oraz opiekował się
wkrótce narodzoną córeczką, Olą. Gołota rozważał karierę kierowcy TIR`a,
ale ostatecznie został namówiony na spróbowanie sił w boksie zawodowym i
rozpoczął treningi w Windy City Gym w Chicago. Właściciel klubu, Bob Donnell
stał się jego nieoficjalnym menedżerem.
7 lutego 1992 roku w Milwaukee, Andrzej Gołota zadebiutował na zawodowym
ringu i pokonał przez techniczny nokaut w 3 rundzie, Roosevelta Shulera, a do
końca roku wygrał 7 kolejnych walk. W połowie 1993 roku, polskim
pięściarzem zainteresował się jeden z najsłynniejszych i najbardziej wpływowych
menedżerów, Lou Duva, związany z czołową w USA grupą promotorską, Main
Events. Z bilansem stoczonych walk, 10-0 (8 KO), Gołota rozpoczął treningi pod
wytrawnym okiem, Duva`y i jego asystenta, Rogera Bloodwortha, którzy włożyli
dużo wysiłku w przestawienie Polaka ze sztywnego europejskiego stylu walki na
ten charakterystyczny dla boksu zawodowego. Gołota startujący jako amator w
kategorii do 91 kg, pracował w tamtym czasie mocno nad wzmocnieniem się
fizycznym, aby sprostać olbrzymom, ważącym sporo ponad 100 kg.
Gołota walczył regularnie, nie tylko jak poprzednio w okolicach Chicago, ale
również w Atlantic City i Las Vegas, zdobywając coraz więcej doświadczenia i
aklimatyzując się w zawodowej wadze ciężkiej. Punktem przełomowym w jego
karierze był pojedynek z Samsonem Pouhą. 16 maja 1995 roku w Atlantic
City, ważący ponad 105 kg, Polak stanął w ringu naprzeciwko pięściarza,
uważanego za najmocniej bijącego, młodego ciężkiego. Mierzący ok. 180 cm wzrostu
i ważący ok. 131 kg, Pouha stoczył z Gołotą niezwykle emocjonujący pojedynek, w
trakcie którego z obu stron padały straszliwe petardy. Gołota był w pewnym
momencie na krawędzi nokautu. Wówczas po raz pierwszy i nie ostatni w jego
karierze pokazał, że dla wygranej jest gotów zrobić wszystko. Podczas klinczu,
zamroczony Gołota ugryzł Pouhę w szyję, ratując się przed nokautem. W
przeciwieństwie do kamer ustawionych wokół ringu, sędzia nie zauważył tego
incydentu i walka potoczyła się dalej. Po odzyskaniu sił, Polak rozpoczął
regularne bombardowanie przeciwnika, któremu dały się we znaki zwłaszcza mocne
ciosy Gołoty na korpus. Pouha znalazł się pięciokrotnie na deskach i Gołota
wygrał przez TKO w 5 rundzie.
Niezwykle brutalna, ale zwycięska walka Gołoty z samoańskim puncherem sprawiła,
że stał się postrzegany jako nieoczekiwana, wschodząca gwiazda wagi ciężkiej.
Fachowcy zaczęli doceniać dobre wyszkolenie techniczne Polaka, zaskakującą jak
na dużego i ciężkiego, szybkość, "twardą" szczękę oraz mocny cios.
Kolejnym istotnym etapem dla profesjonalnej kariery, Gołoty był jego pojedynek z
Amerykaninem, Danellem Nicholsonem, który stoczył podczas olimpiady w
Barcelonie (1992), wyrównany pojedynek z postrachem ringów amatorskich w wadze
ciężkiej, Felixem Savonem.
Nichollson był utalentowanym, dobrym technicznie pięściarzem o podobnych do
Gołoty, warunkach fizycznych. Jego trenerem był słynny Emmanuel Steward,
wychowawca wielu mistrzów świata, m.in. Thommasa Hearnsa.
Do walki doszło 15 marca 1996 roku w Atlantic City, w obecności ponad 3
tysięcy polskich kibiców. Andrzej Gołota pokazał sporą już klasę bokserską,
metodycznie rozbijając Nichollsona z rundy na rundę. W pewnym momencie walki,
Amerykanin znalazł się na deskach, po uderzeniu Gołoty ... z głowy ! Był to
ewidentny faul, za który Polak mógł być i powinien był być zdyskwalifikowany.
Tak się jednak nie stało i ostatecznie Gołota wygrał przez nokaut techniczny w 8
rundzie. Po tym kolejnym, jawnym, nieprzepisowym zachowaniu, Polak zaczął
zyskiwać w USA reputację nieczysto walczącego boksera.
Po tej walce, do trenera Polaka zadzwonili przedstawiciele telewizji HBO, którzy
znaleźli się w niezręcznej sytuacji. Zdemolowany, Nichollson miał być
przeciwnikiem byłego mistrza świata, Riddicka Bowe. Lou Duva wykorzystał ten
zbieg okoliczności i zaproponował szefom HBO, że Gołota zastąpi Nichollsona i
zmierzy się z Bowe. Tak też się stało.
11 lipca w słynnej, nowojorskiej Madison Square Garden, 28 letni
Gołota spotkał się w 10 rundowym pojedynku z Riddickiem Big Daddy Bowe.
Nieco wyższy i cięższy Amerykanin, zdobył jako amator, srebrny medal olimpijski
w kategorii super ciężkiej (1988), a w listopadzie 1992 roku, pokonał
jednogłośnie na punkty Evandera Holyfielda, zdobywając tytuł zawodowego mistrza
świata wagi ciężkiej. W rok później, Bowe stracił tytuł, przegrywając walkę
rewanżową z Holyfieldem, ale w listopadzie 1995 roku, znokautował The Real Deal
Holyfielda w ich trzecim pojedynku.
Pomimo powrotu na ring po kilkuletniej przerwie, byłego mistrza świata, Mike'a
Tysona, Riddick Bowe był w tamtym czasie uważany przez wielu fachowców za
najlepszego boksera wagi ciężkiej na świecie. Big Daddy był silnym, szybkim i
bardzo dobrze wyszkolonym pod względem technicznym pięściarzem, dysponującym
dużym doświadczeniem. W przeciwieństwie do większości wysokich i ciężkich,
potrafił on również świetnie walczyć w półdystansie, dzięki czemu dawano mu duże
szanse w ewentualnym starciu z Mike`iem Tysonem. Dodatkowym atutem Bowea była
obecność w jego narożniku, Eddie Futcha, legendarnego trenera, uważanego za
doskonałego stratega, potrafiącego doprowadzić swoich podopiecznych do
zwycięstwa. Jedynym chyba, ale poważnym mankamentem Amerykanina był brak
samodyscypliny, sprawiający, że w okresie między przygotowaniami do kolejnych
walk, oddawał się obżarstwu i przybierał znacznie na wadze.
Będący zdecydowanym faworytem, Bowe zlekceważył Gołotę i wszedł do ringu w
Madison Square Garden, słabo przygotowany pod względem kondycyjnym. Ku wielkiemu
zdziwieniu fachowców i radości licznie przybyłych kibiców polskich, Gołota
udowodnił, że nie tylko może być równorzędnym pięściarzem, ale również, że może
go pokonać na punkty, a nawet znokautować. Riddick Bowe oczekiwał łatwego
zwycięstwa i był zupełnie nieprzygotowany na twardy opór ze strony Polaka,
zarówno fizycznie jak i psychicznie. Po sześciu rundach, Gołota wygrywał trzema
punktami, pomimo tego, że karnie odebrano mu dwa punkty za uderzenia poniżej
pasa. W siódmym starciu, Bowe był na krawędzi nokautu i wtedy stało się coś,
czego nikt nie przewidział. Gołota został zdyskwalifikowany za kolejne uderzenia
poniżej pasa, a w ringu i poza nim doszło do niebezpiecznych zamieszek, w wyniku
których rannych zostało 12 kibiców i 10 policjantów. 14 uczestników zajść, w tym
kilku ludzi z otoczenia Riddicka Bowe, zostało aresztowanych, a 75 letni, Lou
Duva znalazł się w szpitalu, po tym jak zasłabł w ringu. Sam Gołota, którego
uderzono w głowę, krótkofalówką, również potrzebował pomocy lekarskiej, gdyż
jego rozcięcie wymagało założenia ośmiu szwów.
Pomimo pierwszej, teoretycznej przegranej na zawodowych ringach, Gołota znalazł
się w centrum uwagi całego świata, nie tylko sportowego. Jego nazwisko pojawiło
się na pierwszych stronach gazet, a on sam zaczął być rozpoznawany na ulicach w
USA. Popularność Gołoty wzrosła tak bardzo, że zaproszono go do wzięcia udziału
w kilku talk showach, a nawet zaproponowano mu rolę w filmie akcji, Dzień
Szakala, z udziałem Bruce`a Willisa i Richarda Gere`a.
W Polsce, Gołota stał się w tempie błyskawicznym niemalże bohaterem narodowym,
przyjmowanym nawet przez prezydenta Kwaśniewskiego, choć jak się okazało kilka
lat później, uwielbienie i zaszczyty, jakimi obdarzani są idole zamieniają się
często w nienawiść i pogardę.
Kontrowersyjne okoliczności wokół walki Bowe vs Gołota sprawiły, że postanowiono
zorganizować pojedynek rewanżowy. 14 grudnia tego samego roku w Atlantic City,
obaj pięściarze stanęli przed swoją ponowną szansą. Bowe chciał odzyskać
nadszarpniętą reputację, a Gołota miał pokazać, że jego zwycięski pojedynek z
Amerykaninem do momentu dyskwalifikacji, nie był przypadkiem. Gołota obiecał
przed walką, że będzie walczył czysto, a Bowe po raz pierwszy od dłuższego czasu
nie wszedł do ringu otłuszczony.
Bowe vs Gołota II okazał się ponownie niezwykle dramatycznym widowiskiem i
pokazem boksu na najwyższym, światowym poziomie. Niestety ponownie doszło do
wzajemnego faulowania się. Riddick Bowe miał zawsze reputację boksera, lubiącego
stosować niedozwolone metody, typu uderzenia w tył głowy i poniżej pasa.
Po tym jak Bowe znalazł się na deskach w drugiej rundzie, po uderzeniu z prawej
ręki Polaka, wstał i uderzył go głową w rozcięty łuk brwiowy. Gołota
odpowiedział tym samym i został ukarany odjęciem punktu. W czwartej rundzie, na
deskach wylądował tym razem Gołota, po serii mocnych uderzeń Amerykanina. Gdy
podniósł się, uderzył Bowe poniżej pasa i sędzia ringowy zdecydował się na
odjęcie mu drugiego punktu, a Bowe`owi dał 50 sekund wypoczynku.
Od piątej rundy, Gołota niemal całkowicie dominował w ringu i posłał Bowe`a po
raz drugi na deski. W kolejnych starciach, były mistrz świata słaniał się i
balansował nieustannie na krawędzi nokautu. Gołota nie był jednak w stanie
zakończyć walki przed czasem i być może sfrustrowany tą sytuacją zrobił to,
czego obawiano się najbardziej. Stracił kontrolę nad sobą i w dziewiątej
rundzie, zadał kilka bardzo mocnych uderzeń poniżej pasa, po których Bowe osunął
się na deski. Tym razem, sędzia Eddie Cotton nie zawahał się i zdyskwalifikował
Gołotę, który pomimo odjęcia punktów prowadził wysoko u wszystkich sędziów
punktowych: 75:71, 75:73, 74:72. Trenerzy Polaka byli zrozpaczeni takim
zakończeniem walki. Gołota był wyraźnie lepszym, skuteczniejszym pięściarzem i
od pewnego zwycięstwa dzieliła go zaledwie jedna runda.
Po drugiej przegranej oficjalnie, choć w rzeczywistości wygranej do momentu
dyskwalifikacji, walce rozgorzały w prasie sportowej w USA oraz w Polsce
dyskusje na temat postawy Gołoty w ringu. Z jednej strony, fachowcy doceniali
dużą klasę sportową Polaka, który potwierdził swoją przynależność do ścisłej
czołówki światowej w wadze ciężkiej, a z drugiej zastanawiano się nad przyczyną
jego samo destrukcyjnego zachowania. Jedni tłumaczyli je zwykłą głupotą Gołoty,
a inni jego słabą psychiką, która nie wytrzymała presji, jaka towarzyszy
pojedynkom na szczycie. Jakakolwiek była prawda, dalsza kariera Gołoty na
zawodowych ringach stanęła pod znakiem zapytania.
Lou Duva postanowił dać swojemu podopiecznemu kolejną, wielką szansę i podpisał
kontrakt na walkę Gołoty z Lennoxem Lewisem, o tytuł światowy organizacji
WBC. Do walki doszło 4-go października 1997 roku w Atlantic
City i jej przebieg był ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich. Lewis
znokautował letargicznie zachowującego się, Polaka już w pierwszej rundzie. To
nie był ten sam zawodnik, który bombardował Riddicka Bowe, rok wcześniej. Nawet
podczas wejścia do ringu wydawał się być nieswój i spięty. Jaka była tego
przyczyna ? Według niektórych był to efekt działania lekarstwa, które podano
Polakowi przed walką, aby uśmierzyć ból kolana. Wielu twierdzi jednak, że Gołota
po prostu nie wytrzymał psychicznie ciężaru walki o mistrzostwo świata z Lewisem,
dysponującym nokautującym uderzeniem.
Po prestiżowej porażce z Brytyjczykiem, obóz Gołoty podjął próbę odbudowania
kariery Polaka i odzyskania reputacji groźnego fightera, który wysłał Riddicka
Bowe na bokserską emeryturę. W 1998 roku, Gołota wygrał cztery walki, a
ostatnia z nich, pojedynek z byłym mistrzem świata, Amerykaninem, Timem
Whiterspoonem miał miejsce we Wrocławiu. W obecności wielotysięcznej
widowni, zgromadzonej w Hali Ludowej, Andrzej Gołota dał pokaz skutecznego boksu
i po dziesięciu rundach, wypunktował jednogłośnie Whiterspoona.
W 1999 roku, Gołota wydawał się być na najlepszej drodze do powrotu na
szczyt wagi ciężkiej. Po dwóch, kolejnych zwycięstwach, m.in. z Quinnem
Navarre we Wrocławiu, Gołota stanął 20-go listopada w Atlantic City do walki
z Michaelem Grantem. Blisko dwumetrowy Amerykanin był reklamowany od
pewnego czasu jako przyszły mistrz świata i najbardziej obiecujący, młody
ciężki. Konfrontacja z Grantem była nieoficjalną walką eliminacyjną, której
zwycięzca miał zmierzyć się z Lennoxem Lewisem o tytuły światowe trzech
najważniejszych organizacji: WBC, WBA i IBF.
Walka okazała się kolejnym dramatem Gołoty, będącego o krok od wielkiego
zwycięstwa. W pierwszej rundzie, Polak posłał Granta dwukrotnie na deski i tylko
gong uratował go przed nokautem. Amerykanin wykazał się jednak hartem ducha i
przetrwał kolejne rundy, choć Gołota udowodnił, że jest znacznie lepszym
bokserem. Wygrana Polaka była niemalże pewna, gdy w drugiej minucie ostatniej
rundy, Grant trafił Gołotę mocnym prawym sierpowym. Polak cofnął się kilka
kroków w stronę lin, a wtedy Amerykanin doskoczył do niego, zadając uderzenie za
uderzeniem. Po jednym z nich, Gołota znalazł się na deskach, ale szybko wstał i
przytomnym wzrokiem spojrzał na sędziego. Ten zadał rutynowe w takich sytuacjach
pytanie, Chcesz dalej walczyć ?. Gdy Gołota nie odpowiedział ani tak, ani nie,
sędzia ringowy przerwał walkę i ogłosił Granta, zwycięzcą. Nie na wiele się
Amerykaninowi zdało to przypadkowe zwycięstwo, gdyż wiosną następnego roku,
został znokautowany w drugiej rundzie przez mistrza świata, Lennoxa Lewisa.
Pomimo licznych, krytycznych głosów, domagających się od Gołoty wycofania z
boksu, Polak kontynuował karierę, próbując ratować resztki dawnej reputacji. Po
walce z Grantem, oprócz pseudonimu, Faulujący Polak-(Foul Pole), jaki do niego
przylgnął po walkach z Pouhą, Nichollsonem i Bowe, Gołota zyskał nowy, negatywny
pseudonim, Poddający się-(Quitter). To obraźliwe dla boksera określenie
potwierdziło się niestety 20 października 2000 roku w Detroit, gdy Gołota
spotkał się w ringu z Mike`iem Tysonem. Ewentualne zwycięstwo z byłym
mistrzem świata było ostatnią szansą Polaka na powrót do światowej czołówki.
Tyson wygrał pierwszą rundę, posyłając Gołotę na deski, bardzo mocnym uderzeniem
z prawej ręki. Walczący z tradycyjnie z rozciętym łukiem brwiowym, Polak
nawiązał w drugiej rundzie, równorzędną walkę i trafił Żelaznego Mike`a kilkoma,
dobrymi uderzeniami. Perspektywa twardego, emocjonującego i potencjalnie
zwycięskiego w wykonaniu Gołoty pojedynku, zakończyła się, gdy ten w przerwie
między drugą i trzecią rundą, odmówił dalszej walki. Wśród gwizdów kibiców i
rzucanych przez nich przedmiotów, Gołota zszedł z ringu i pod eskortą
ochroniarzy udał się do szatni.
Po raz kolejny, kibice boksu na całym świecie, a zwłaszcza w Polsce zadali sobie
to samo pytanie: dlaczego ?. Dlaczego utalentowany, dobrze wyszkolony i
doświadczony pięściarz zrezygnował z walki, w której nie stał na straconej
pozycji ? W drugiej rundzie, widać było, że po kilku celnych ciosach Gołoty,
Tyson przeżywał psychiczny kryzys. Być może sam miał ochotę zrezygnować lub
doprowadzić do przerwania walki, faulując. A jednak tego nie zrobił.
Wiosną następnego roku, Komisja Bokserska stanu Michigan uznała walkę, Gołota
Tyson za nie odbytą, tzw. no contest. Nie zmienia to jednak faktu, że Andrzej
Gołota oddał walkę walkowerem i jego dalsza kariera na zawodowych ringach,
przynajmniej jeżeli chodzi o walki z najlepszymi, można uznać za zakończoną.
A szkoda, ponieważ Gołota miał prawie wszystko, co jest niezbędne, aby zdobywać
najwyższe trofea: warunki fizyczne, talent i technikę. Zabrakło mu jednego,
niezwykle istotnego atutu: mocnej psychiki, właściwej prawdziwym mistrzom.
Czy można go jednak winić za brak cechy, uwarunkowanej w dużej mierze
genetycznie ? Pomimo porażek z Lewisem, Grantem i Tysonem, Andrzej Gołota jest
niewątpliwie najwybitniejszym bokserem wagi ciężkiej w historii polskiego boksu
oraz jednym z największych, choć nie do końca zrealizowanych, talentów w
zawodowej wadze ciężkiej lat 90 tych na świecie. Kontrowersyjne incydenty z jego
życia prywatnego również nie mogą podważyć jego miejsca w kronikach polskiego
pięściarstwa.